Wyobraź sobie wjazd z sankami na 2500 m n.p.m. To tyle, ile mają nasze Rysy, czyli najwyższy szczyt Polski! I choć w naszym kraju nie jest to możliwe, wystarczy pojechać do Szwajcarii, aby znaleźć się w prawdziwym raju saneczkowym. Sanki w Szwajcarii są bardzo popularne, więc niemal każdy ośrodek narciarski ma tam swój tor saneczkowy. Niektóre trasy mają 2-3 km, ale najdłuższe z nich osiągają kilkanaście (tak, dobrze przeczytaliście – KILKANAŚCIE!) kilometrów długości. Co więcej, jest to sport na tyle ekstremalny, że uprawiany jest głównie przez dorosłych. Dzieci korzystają z małych górek albo tylko najprostszych tras.

Sanki w Szwajcarii to zdecydowanie moje odkrycie roku, dlatego zapraszam Was do małego poradnika. Dowiecie się, gdzie jechać na sanki w Szwajcarii, ile to kosztuje i jak jeździć, żeby się nie uszkodzić 😉

Jak wyglądają trasy saneczkowe w Szwajcarii?

Trasa saneczkowa nr 51
Trasa saneczkowa nr 51

Jak już wspomniałam we wstępie, w Szwajcarii każdy większy ośrodek narciarski z wyciągami gondolowymi albo kolejkami posiada także trasę saneczkową. Czasem jedną, czasem więcej. Aby się na nie dostać, wsiadamy razem z sankami na wyciąg i pozwalamy wywieźć się na górę. Tam czasem trzeba jeszcze kawałek podejść, a czasem zjazd zaczyna się tuż przy górnej stacji wyciągu. Wszystko zależy od ośrodka, który wybierzecie.

Przygotowanie tras saneczkowych w Szwajcarii

Trasa saneczkowa nr 50 Faulhorn
Sanki w Szwajcarii

Trasy saneczkowe w Szwajcarii są dobrze przygotowane. Są regularnie ratrakowane , a w niektórych kluczowych momentach są zabezpieczone siatką albo bandą ze śniegu, aby w razie czego uniknąć wypadnięcia poza trasę.

Niestety, jest sporo momentów, gdzie tego typu zabezpieczenia by się przydały, a ich nie ma. Niejednokrotnie widzieliśmy osoby, które na bardziej stromych odcinkach traciły kontrolę nad sankami i wyjeżdżały za trasę. A stoki często były tam naprawdę strome i kończyło się to niekontrolowanym zsuwem kilkadziesiąt metrów w dół. Na szczęście śniegu było dużo i dobrze amortyzował upadki. Ale gdyby były tam odkryte skały, nie byłoby już tak przyjemnie.

Także, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, moim zdaniem mogłoby być lepiej.

Warto też pamiętać, że rankiem trasy w górnych partiach mogą być lekko oblodzone, a popołudniu (szczególnie przy dodatnich temperaturach) w dolnych partiach tworzą się muldy, a czasem przetarcia aż do trawy. Wtedy trzeba trochę zwolnić i sprytnie manewrować, aby nie odbić sobie czterech liter 😉

Oznaczenie tras saneczkowych w Szwajcarii

Trasy saneczkowe oznaczone są fioletowymi drogowskazami z numerem trasy. Zwracajcie też uwagę na ewentualne symbole, bo czasem razem z trasą saneczkową idzie równolegle zimowy szlak trekkingowy, który również oznaczony jest kolorem fioletowym. Wtedy trzymajcie się oznaczeń z symbolem sanek.

Przed bardziej stromymi partiami wiszą transparenty z napisem Langsam (Slow) albo Bremsen (Brake). I uwierzcie, warto wtedy naprawdę zahamować i zwolnić. Bo w większości są to krótkie, bardzo strome zjazdy na łeb na szyję. Gwarantuję, że chcecie je zaczynać z niską prędkością 😉

Oprócz tego, możecie spotkać się z oznaczeniami otwarcia poszczególnych tras. Kolor zielony i napis „offen” znaczy, że trasa jest otwarta. Natomiast kolor czerwony albo napis „geschlossen” oznacza, że trasa jest zamknięta.

Gdzie jechać na sanki do Szwajcarii?

Sanki w Szwajcarii
W drodze na początek trasy zjazdowej nr 51.

Niestety, tutaj odpowiedź nie jest prosta i bardzo zależy od warunków śniegowych.

Swoje poszukiwania możecie zacząć od tej strony, gdzie znajdziecie mapę większości tras saneczkowych wraz z ich długością i podstawowymi informacjami. Potem możecie przejść do konkretnych ośrodków narciarskich w poszukiwaniu bardziej szczegółowych informacji.

Jeśli chcecie spędzić na saneczkach więcej czasu, to polecam gorąco Grindelwald, w którym sami jeździliśmy. Tras starczyło nam spokojnie na 2 dni, a i trzeciego byśmy się nie nudzili 😉

O trasach tu dostępnych zrobię na pewno oddzielny wpis. Szczególnie, że trasy te są jednymi z wyżej położonych i nawet przy słabych warunkach śniegowych powinny być otwarte. A przynajmniej ich górne części.

Ale jeśli szukacie czegoś na pierwszy raz, spokojnie możecie wybrać coś w niższych górach.

Ile kosztują sanki w Szwajcarii?

Trasa saneczkowa nr 64 Eiger Run
Sanki w Szwajcarii
Trasa nr 64 – Eiger Run. Taki widok na słynną ścianę jest prawie bezcenny 😉

Powiedzmy sobie szczerze, tanio nie jest. Całodniowy karnet na stok i wypożyczenie sanek to koszt rzędu 250-300 zł dziennie od jednej osoby. My za 2 dni szaleństwa zapłaciliśmy prawie 1000 zł.

Trochę taniej będzie, jeśli kupicie jednorazowy bilet na wyciąg. Ale wtedy macie tylko jeden zjazd, więc warto wybrać długą trasę (przynajmniej 8-10 km). To dobra opcja na pierwszy raz, żeby zobaczyć na czym to polega, ale jednocześnie żeby został trochę niedosyt.

Można też przyjąć, że czym mniejszy ośrodek narciarski, tym tańsze karnety.

Na pocieszenie mogę powiedzieć, że skipassy narciarskie są jeszcze droższe. Także zawsze mogło być gorzej 😉

Nasze ceny z dwóch dni:

  • 2×26 CHF za jednorazowy wjazd wyciągiem FirstBahn
  • 2×13 CHF za zwykle, klasyczne sanki
  • 2×58 CHF za karnety całodniowe Wandern&Schlitten (trasy piesze i saneczkarskie)
  • 10 CHF za zwykłe sanki i 15 CHF za sanki sportowe (wypatrzyliśmy, że przy rezerwacji przez internet jest taniej ;))
  • 22 CHF za parkingi

Razem 226 CHF, czyli około 985 zł. Gdybyśmy chcieli spędzić na sankach całe dwa dni (a nie półtora), byłoby jeszcze drożej.

Potrzebny sprzęt na sanki w Szwajcarii

Sanki w Szwajcarii
Krótka przerwa w zjeździe. Kask i gogle obowiązkowo!

Ubranie na sanki w Szwajcarii

Jeśli macie ubrania typowo narciarskie, to śmiało możecie ich użyć także na sanki. Ale ogólnie nada się wszystko, co jest dość ciepłe i wodoodporne. Do tego oczywiście coś na szyję i czapka zasłaniająca uszy od wiatru.

Jeśli posiadacie stuptuty (ochraniacze na buty), to warto je założyć, bo przy hamowaniu śnieg sypie się wszędzie, również do butów. Już nie mówiąc o glebach, po których śnieg wchodzi wszędzie, nawet tam, gdzie nikt się go nie spodziewał 😉

No i oczywiście rękawiczki. Wodoodporne, ciepłe i w miarę wytrzymałe. Wzmocnienia od wewnątrz dłoni mile widziane. Znów narciarskie będą idealne.

My na przykład nie mieliśmy typowej odzieży narciarskiej, więc jeździliśmy w odzieży turystycznej. Za spodnie wodoodporne robiły podstawowe raincuty z decathlonu i bez problemu dały radę.

Sanki

Do wyboru są sanki klasyczne (drewniane) o prostej budowie albo sanki bardziej sportowe (rodel/tobogan/etc.). Które są lepsze? Na pierwszy raz i pierwsze próby zdecydowanie polecam klasyczne. Łatwiejsze w obsłudze, troszeczkę wolniejsze (ale nadal potrafią zapierniczać, tak, że można się już żegnać z życiem ;)) i bardziej intuicyjne w sterowaniu.

My za drugim razem wzięliśmy jedną parę sportową, ale długo nie mogliśmy dojść z nimi do ładu i jakoś ich zalet nie zauważyliśmy.

Trzecią opcją są wszelkiego rodzaju ślizgacze/jabłuszka etc. Sama zastanawiałam się nad jabłuszkiem i nawet wzięłam je ze sobą z Polski. Ale szybko okazało się, że sanki dają dużo więcej frajdy, są szybsze i łatwiejsze w sterowaniu. A i tyłek jakoś tak mniej boli 😉

Z rzeczy istotnych, warto mieć pętlę zakładaną na nogę, która w razie wywrotki przytrzyma sanki przy Was. W przeciwnym razie istnieje niebezpieczeństwo, że Wy zostaniecie w miękkim śniegu, a sanki radośnie pojadą w dół stoku ciesząc się wolnością. Uwierzcie, widzieliśmy to nie raz.

Sama zresztą miałam taki moment i w ferworze zatrzymania sanek, o mało nie złamałam sobie zęba. Na szczęście skończyło się tylko na rozciętej wardze i rozwalonym dziąśle. Czy było warto? Chyba tak, bo inaczej czekałby mnie dłuuugi spacer na dół.

Sprzęt na sanki w Szwajcarii

Oprócz sanek dobrze mieć kask (narciarski/skiturowy/w wersji biednej wspinaczkowy) i okulary albo gogle. Ja zdecydowanie rekomenduję gogle, bo przy dużej prędkości chronią przed wiatrem, a przy hamowaniu zabezpieczają przed oślepnięciem od sypiącego się śniegu.

Kask teoretycznie nie jest obowiązkowy, ale znacząco poprawia bezpieczeństwo. A o wywrotkę, czy zjechanie z trasy nietrudno, dlatego zdecydowanie warto go mieć!

Z tego samego powodu proponuję zabrać małą apteczkę.

Ponadto oczywiście coś do picia i jedzenia oraz czołówka na wypadek, gdyby przyszło Wam zjeżdżać po ciemku.

Zasady bezpieczeństwa na trasach saneczkowych

Zasady bezpieczeństwa na torze saneczkowym

10 zasad na trasie saneczkowej, które możecie znaleźć na początku każdej trasy (luźne tłumaczenie własne;))

  1. Pamiętaj, że na trasie nie jesteś sam
  2. Dostosuj prędkość i trasę do swoich umiejętności. Nie porywaj się trudne trasy na pierwszy raz.
  3. Uszanuj tor jazdy osób z przodu. Ty je widzisz, one Ciebie nie.
  4. Zachowaj bezpieczny odstęp przy wyprzedzaniu, bo sanki potrafią skręcać czasem w ostatniej chwili. Wystarczy mała mulda albo jeden ruch ciała w złą stronę i zderzenie gotowe.
  5. Zanim ruszysz po przerwie albo upadku, upewnij się, że nikt nie jedzie z góry i nie zajedziesz mu drogi.
  6. Jeśli chcesz się zatrzymać, zrób to na poboczu trasy, tak, aby nie stwarzać zagrożenia. I rób to w takim miejscu, aby nikt na Ciebie nie wjechał niechcący. I nie, hałda śniegu tuż po bardzo ostrym zjeździe, w którą wszyscy wjeżdżają, nie jest dobrym miejscem.
  7. Podchodź bokiem trasy, aby zostawić przestrzeń dla zjeżdżających.
  8. Przestrzegaj znaków i ostrzeżeń
  9. Udzielaj pomocy w razie wypadku. Jeśli widzisz wywrotkę, zapytaj, czy wszystko w porządku, zanim pojedziesz dalej.
  10. Miej zawsze przy sobie dokumenty.
Trasa saneczkowa nr 50 Faulhorn
Sanki w Szwajcarii
Tak wygląda wypadnięcie z trasy. Trasa nr 50.

Co jeszcze ułatwi Ci życie na sankach w Szwajcarii?

  1. Ostrzegaj innych, że jedziesz. I nie rób tego na ostatnią chwilę, ale tak żeby mieli czas usunąć Ci się z drogi. Sama miałam tą wątpliwą przyjemność być wyprzedzaną przez dziewczynę, która ostrzegła mnie pół sekundy przed faktem. Nie zdążyłam się nawet odwrócić i szczęście, że udało nam się tylko musnąć. Wystarczy krzyknąć „Achtung”, aby wszyscy usunęli Ci się z drogi. Jak w przypływie adrenaliny krzykniesz coś po polsku, efekt prawdopodobnie będzie podobny. Przecież pędząca i krzycząca postać na sankach jest dość jasnym przekazem, prawda? 😉
  2. Przez bramki na wyciąg przechodź specjalnymi wejściami dla saneczkarzy, które są szersze i otwierają się na bok. A jeśli takich nie ma, sanki trzymaj w górze i przenoś je nad kołowrotkiem bramki. Mi zajęło „dwa zaplątania w bramkach”, aby dojść do tego jakże prostego rozwiązania 😉
  3. Zachowaj odstęp i nie jedź komuś na ogonie.
  4. Sanki wypożyczysz w większości sklepów sportowych pod stokiem i w niektórych wypożyczalniach nart. Jest to naprawdę popularny sport w Szwajcarii, dlatego warto zarezerwować sobie sanki dzień wcześniej albo chociaż rano tego samego dnia.
  5. Stoki i trasy nie są oświetlane. Ostatnie wjazdy w górę są o 16:15-16:30, więc bardzo wcześnie. Zjazdy w dolinę około 17:00.

Kilka słów o technice kierowania sankami

Skręcanie

Sanki jakie są, każdy wie. Można nimi sterować nogami/rękami/balansem ciała/pociąganiem za sznurek. Można te techniki łączyć w dowolny sposób i z moich obserwacji wynika, że każdy ma swój własny sposób.

Ja najlepiej odnajdywałam się w sterowaniu nogami. Prawą ręką trzymałam sznurek, a lewą łapałam za tył siedziska sanek i pomagałam im bardziej zdecydowanie skręcać.

No i do tego oczywiście balans ciała.

Jak hamować?

Przede wszystkim nogami. Możesz robić to tylko piętami, gdy chcesz trochę hamować i dodatkowo sterować. Albo całymi podeszwami mocno dociśniętymi do śniegu, gdy chcesz zahamować jak najmocniej.

Oprócz tego możesz też jechać zygzakiem i wykorzystywać zakręt jako okazję do krawędziowania. Bardzo przypomina to technikę jazdy na nartach. Tym sposobem również można wytracić sporo prędkości. Nie rób tego jednak na nierównej powierzchni albo na bardzo stromym odcinku, bo może się to zakończyć wywrotką.

No i ostatnią metodą hamowania jest upadek kontrowany. Czasem jest to lepsze niż zjazd poza trasę. Wybierz wtedy tylko w miarę miękki śnieg i upewnij się, że ktoś Cię nie rozjeździe. No i pilnuj sanek!

Być może brzmi to wszystko dla Ciebie dość skomplikowanie. Ale uwierz, jest to bardzo intuicyjne. Ja ostatni raz jeździłam na sankach w wieku 10 lat. Potem używałam już tylko jabłuszek. Mimo to, gdy usiadłam na sanki te kilkanaście lat później, wszystko przyszło bardzo naturalnie. Także uwierz w swoje wewnętrzne dziecko, które wie jak to robić 😉

Dla kogo są sanki w Szwajcarii?

Trasa saneczkowa nr 50 Faulhorn sanki w Szwajcarii
W drodze pod Faulhorn. Trasa nr 50.

Dla każdego, kto lubi poczuć trochę adrenaliny! W zależności od wyboru trasy może być jej ciut ciut albo naprawdę dużo 😉

Na niektóre trasy z powodzeniem można wybrać się z dzieckiem, ale wtedy warto wybierać te krótkie i z niedużym nachyleniem. Widzieliśmy też sporo osób jeżdżących z malutkimi dziećmi na jednych sankach. Tylko ponownie – łatwa, nie za szybka trasa.

No i bądźcie przygotowani na to, że następnego dnia możecie mieć trochę zakwasów (szczególnie pachwiny) i obity tyłek.

Ale jest to zdecydowanie tego warte! Niesamowite widoki i fascynująca przygoda, której nie doświadczysz w Polsce gwarantowane.

I tak, wiem, że w Polsce też są takie tory, ale jest ich bardzo mało i zazwyczaj mają 1 km długości i do tego są mało urozmaicone. To trochę jakby porównywać trasy narciarskie na Górze Kamieńsk z trasami w Alpach. Zupełnie inna liga.

Ja jestem zakochana w szwajcarskich torach saneczkowych i pomimo zjechanych 40 km nadal czuję niedosyt. Na pewno jeszcze kiedyś to powtórzę!

Dajcie znać w komentarzach, czy chcielibyście spróbować takiej formy aktywności? Wiedzieliście, że w ogóle istnieje coś takiego w Szwajcarii? A może ktoś już był?

A jeśli temat Cię zainteresował albo wybierasz się do Szwajcarii, zachęcam do polubienia strony na FB żeby nie przegapić kolejnych wpisów 😉

Przełom Renu w Szafuzie