Zostało tylko kilka dni do wyjazdu!

Już w przyszłą niedzielę tj. 9 sierpnia będziemy w Wołosatem. To tam zacznie się nasza wielka, trzytygodniowa przygoda opiewająca na 500 km. Ale może po kolei. Czym jest więc GSB?

GSB, czyli Główny Szlak Beskidzki, to najdłuższy znakowany szlak w Polsce. Jego długość to około 500 km, nie licząc dojść do noclegów, czy sklepów. Nie uwzględnia oczywiście też obejść i ewentualnego pobłądzenia. Został on wyznakowany w latach 1924-35 z inicjatywy Kazimierza Sosnowskiego. Jego też imię nosi obecnie szlak.

Co ciekawe, przed II wojną światową szlak prowadził z Ustronia aż do Szybenego, czyli do wschodniej części Czarnohory. Liczył wtedy aż 800 km. Niestety, po wojnie, wraz ze zmianą granic, nastąpiła także korekta przebiegu GSB. Od tej pory prowadzi on od Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach.

Z racji na koronawirusa trochę obawialiśmy się dalszych wyjazdów za granicę, bo sytuacja jest dość dynamiczna, a nie chcielibyśmy utknąć gdzieś na drugim końcu Europy. Stąd pomysł zrobienia GSB. Po górach chodzimy już od wielu lat, więc niektóre odcinki szlaku mamy już schodzone, ale nadal ponad pół trasy będzie dla nas nowa. Obie nigdy do tej pory nie robiłyśmy tak długiego szlaku. Ja do tej pory najwięcej ciągiem przeszłam 200 km po górach Rumunii. Tak więc, ze względów logistycznych GSB to dla nas nic trudnego, ale pod względem dystansu jet to wyzwanie.

Jak będzie wyglądało nasze przejście?

Kierunek

Naszą przygodę z GSB rozpoczniemy 9 sierpnia we wsi Wołosate. Stamtąd przez Bieszczady, Beskid Niski, Beskid Sądecki, Gorce, Beskid Żywiecki i Beskid Śląski dojdziemy aż do Ustronia. Dlaczego wybrałyśmy kierunek wschód-zachód? Głównie dlatego, że tydzień wcześniej będę na spływie kajakowym na Roztoczu. Prosto z niego będę jechać na GSB, więc, jakby nie patrzeć, w Bieszczady mam dużo bliżej 😉

Poza tym pierwszy odcinek przez Bieszczady i Beskid Niski jest najbardziej dziki, więc wolimy pokonać go na początku. Liczymy, że w drugiej połowie sierpnia będzie mniej burz oraz mniej turystów w bardziej zaludnionej, zachodniej, części szlaku.

Wyposażenie

Zabieramy ze sobą plecaki o pojemności max. 50 litrów. Mój to model 35+10 z Lowe Alpine. Waga sprzętu (razem z plecakiem) mieści się w 10 kg. Część z Was może zapytać od razu: dlaczego tak dużo? Głównie dlatego, że chcemy być samowystarczalne i zabieramy ze sobą namiot i sprzęt do gotowania. Cała masa z jedzeniem i wodą nie przekroczy na pewno 15 kg, będziemy chciały oscylować w granicy 13 kg. Po wyjazdach z kursu przewodnickiego, gdzie nosiło się po 20 kg (z jedzeniem na 2 tygodnie) to i tak miła odmiana 😉

W następnym poście pokażę Wam co i w jakiej ilości zabieramy.

Noclegi

Tak jak już wspomniałam, zabieramy ze sobą namiot. Nie polecam Wam tego rozwiązania! GSB na spokojnie mozna przejść bazując na schroniskach, chatkach i agroturystykach. Nie daje to takiej swobody jak namiot, ale dzięki temu można mieć 2-4 kg mniej na plecach. My jednak kochamy spanie w namiocie, z dala od innych. Uwielbiamy rano wyciągnąć karimatę i zjeść śniadanie z widokiem na góry, słuchając tylko śpiewu ptaków i szumu drzew. Nie wspominając o pięknych wschodach i zachodach słońca. Dla mnie GSB bez namiotu straciłoby połowę swego uroku. Ponadto w obecnej sytuacji z koronawirusem nie musimy się oglądać na noclegi, które podrożały i są już w dużej części porezerwowane. Oczywiście nie znaczy to, że nie wpadnie po drodze żaden nocleg pod dachem. Pewnie wpadnie, ale będą to pojedyncze przypadki.

Raz jeszcze powtórzę, nie zabierajcie namiotu, bo tak trzeba. Nie trzeba. I większość ludzi nie zabiera.

Posiłki

Posiłki będziemy głównie przygotowywać same na kuchence. Od czasu do czasu będziemy jeść coś w schroniskach/knajpkach. Zabieramy ze sobą też 4 opakowania żywności liofilizowanej. Na wszelki wypadek, gdyby zamknęli nam jedyny sklep w miejscowości albo przyszło załamanie pogody i zmuszone byśmy były do skrócenia dystansu.

Budżet

Nie mamy ściśle określonego budżetu. Zakładamy, że wydatków nie będzie dużo, bo noclegi będziemy mieć pod namiotem. Posiłki też w większości będziemy przygotowywać same. Opłat pobocznych typu wstęp do parku narodowego też nie ma dużo. Na pewno po powrocie zsumuję wydatki i dam Wam znać, ile nam tego wyszło.

Mapy

Nie będziemy zabierać map każdego z pasm. Byłoby to ciężkie rozwiązanie i zajmujące dużo miejsca. Zamiast tego zabieramy ze sobą przewodnik Compassu napisany przez Leszka Piekło. Oprócz krótkich opisów trasy, są tam mapy każdego z odcinków. My nie będziemy trzymać się podziału zaproponowanego przez autora, ponieważ zakłada on noclegi pod dachem. A my wolimy kończyć dzień na pięknej polance w środku gór, zamiast w środku miejscowości.

Ile nam to zajmie?

Na razie trasę mamy rozpisana na 20 dni. Jednak jest to wersja bardzo na brudno, nie przywiązujemy się do niej. Na pewno zajmie nam to krócej niż 21 dni wymaganych do zdobycia odznaki diamentowej PTTK. Bo jak już idziemy, to fajnie będzie mieć taką pamiątkę.

Ile będziemy chodzić dziennie?

Nie mamy ściśle opracowanej trasy, tylko taki ogólny zarys, który będziemy modyfikować w zależności od potrzeb. Będziemy się starały planować trasę 2-3 dni do przodu, żeby dostosować kilometraż do sklepów i granic parków narodowych. Ale będziemy elastyczne. Na ten moment nie zakładamy żadnego dnia wolnego. W połowie trasy mamy zaplanowany jeden krótszy dzień, który kończymy w Krynicy. Będzie wtedy czas na pójście do większego sklepu/ apteki, czy uzupełnienie jakiś braków sprzętowych.

To by było na tyle, jeśli chodzi o nasz plan. Co z niego wyjdzie? Zobaczymy. Góry uczą dużej elastyczności. Zapraszam też na nowo założony profil na facebooku, gdzie będziecie mogli śledzić nas na bieżąco. Będę się starała wrzucać codziennie krótką relację z minionego dnia. W najbliższym czasie wrzucę też listę sprzętu, który zabieramy, wraz z wagą.

Dajcie znać, czy przeszliście GSB. Całe, czy odcinkami? Co szczególnie zapadło Wam w pamięć?